Jak to wygląda w praktyce.
Coraz częściej słyszymy informacje w mediach o kontrolach legalności oprogramowania.
Oto jak to wygląda i do czego prowadzi:
Zwykły dzień w firmie produkcyjnej. Rano przychodzą pracownicy, zasiadają do biurek, włączają komputery, według założeń i procedur wewnętrznych rozpoczyna się praca. W połowie dnia pojawiają się jednak niezapowiedziani goście. Kulturalni panowie po cywilnemu, okazują legitymacje funkcjonariuszy wydziału do walki z przestępczością gospodarczą, przedstawiają odpowiedni nakaz i proszą o dostęp do komputerów. To początek przeszukania, potocznie i niesłusznie nazywanego kontrolą, którego celem jest walka z przestępczością intelektualną. W ocenie zarządu przeszukanie jest bezcelowe, oprogramowanie jest przecież legalne, przynajmniej tak im się wydaje. Ocena jednak należy do policjantów i osób przybranych do czynności, czyli po prostu informatyków współpracujących. Rozpoczyna się weryfikacja oprogramowania, w czasie której spisane zostają wszystkie aplikacje używane na komputerach firmy, oraz licencje, po czym następuje ich porównanie. Mija kilka godzin, kiedy pracownicy nie mają dostępu do swoich stanowisk i praca w firmie zamiera. W czasie przeszukania nie mogą oni korzystać z komputerów, gdyż istnieje ryzyko, że w międzyczasie usuną oni nielegalne aplikacje, o których wiedzą, ze swoich jednostek. Porównanie programów i licencji to kolejna godzina lub więcej, w zależności od wielkości firmy, czasem to nawet cały dzień, jeśli dział informatyczny licencje ma porozrzucane po wszystkich pomieszczeniach. I na koniec wynik. Bardzo często niekorzystny dla firmy, brak wielu licencji, wielu kwestii nie da się wyjaśnić od razu, kończący się zabezpieczeniem jednostek komputerowych do wyjaśnienia, lub jako dowodów rzeczowych. Chwila na zgranie danych z dysków, które pojadą na komendę, a które niezbędne są do dalszego funkcjonowania firmy. Zgranie pod warunkiem, że w ogóle któryś z komputerów pozostanie na miejscu. Często zdarza się bowiem, że nie zostaje ani jeden. Załóżmy jednak, że coś pozostało... Chwila na przegranie informacji z paru lat, wyszukanie tych najważniejszych, takich jak choćby cała księgowość i płace, to zajmuje również dużo czasu, którego z reguły nie ma. Można później co prawda zwrócić się do Prokuratury o udostępnienie tych danych, to jednak trwa i nie zawsze kończy się powodzeniem.
To niestety nie koniec problemów, koszty narastają. Oprócz kosztu dziennego przestoju, który czasem sięga nawet tysięcy złotych, dochodzi koszt natychmiastowego zakupu nowych komputerów i legalnych programów. W naszym zinformatyzowanym świecie, nie można pracować już inaczej. W firmie pojawia się również kolejna kontrola, tym razem Izby Skarbowej, która powiadomiona przez policję, interesuje się nie opłaceniem podatków od posiadanego i wykorzystywanego przez firmę nielegalnego oprogramowania. W międzyczasie należy wynająć kancelarię adwokacką, która będzie reprezentować firmę w sądzie, bo tam cała sprawa się kończy. Przedstawiciele producentów oprogramowania, którzy zostali poszkodowani, żądają w sądzie trzykrotnej wartości pirackiego oprogramowania, oczywiście naliczanego według cen oficjalnych produktów. Sąd je zasądza, na przykład w zmniejszonej kwocie, "tylko" dwukrotności, którą trzeba niestety zapłacić. Poza tym prezes zarządu oraz informatyk zostają skazani na wysoką grzywnę. To też duży problem, gdyż równolegle odbywa się postępowanie karnoskarbowe.
Rodzi się oczywiście pytanie jak wielkie mogą być to koszty? Same koszty finansowe można określić w przybliżeniu:
Załóżmy, że mamy w firmie 10 komputerów i ma ona charakter projektowy. Pracownicy lubią pracować na dość nowym oprogramowaniu, więc takie programy wgrywa im informatyk. Następuje przeszukanie i na miejscu okazuje się, że nie posiadamy większości oprogramowania, że jest ono niekompletne i należy te sprawy dokładnie wyjaśnić. Wyliczone zostają wstępne straty, które dokładnie już określa powołany do tego celu biegły, lub instytucja specjalistyczna
-
System operacyjny - Microsoft Windows XP Professional - 1549 zł/za sztukę
-
Pakiet biurowy - Microsoft Office 2003 Small Business - 1700 zł/za sztukę
-
Program do projektowania - AutoCad 2005 - 4623 zł/za sztukę
-
Program do obróbki grafiki Corel 11 - 1700 zł/za sztukę
-
Programy firmy Adobe - Creative Suite Premium - 7500 zł/za sztukę
-
Inne programy znalezione w firmie - około 4000 zł/za sztukę
Policzmy więc wstępne straty, zakładając, że na wszystkich komputerach potrzebne są systemy operacyjne i pakiety biurowe, zaś pozostałe oprogramowanie znajduje się jedynie na pojedynczych jednostkach, to wynoszą one 48 613zł. W myśl polskiego prawa właściciel praw autorskich programu może domagać się od jego nielegalnego użytkownika odszkodowania w wysokości trzykrotnej wartości, co w tym przypadku daje kwotę 145 839zł. Dodatkowo właściciel praw autorskich ma prawo domagać się dwukrotności na cele społeczne lub fundusz twórczości. Czyli następne 97 226zł. Razem właściciel praw autorskich może domagać się 243 065zł co jest pięciokrotną wartością kwoty naruszenia . Do całości tej sumy dochodzą również koszty postępowania sądowego, naliczane od jej wielkości, w tym przypadku to kwota rzędu 13 750zł. W ten oto sposób powstaje nam suma sięgająca 256 815zł
Biorąc pod uwagę, że efekty tego typu przeszukań są często komentowane w środowisku branżowym, firma traci dodatkowo swój wizerunek, pojawiają się kwestie problemów uczestnictwa w przetargach, nie wszyscy chcą bowiem współpracować z firmą, która ma problemy natury prawnej.


